Start Artyści Wanda Wasik Mira i jej buda
Mira i jej buda



Lubiłam wszystkie nasze psy. Najdawniejszy jakiego pamiętam, to maleńki Wenuś, chociaż ojciec uważał, że to mała Wenus. My się na tym nie znałyśmy i chwała Bogu, bo takie to psiątko było śliczne, chociaż ciągle trzęsło się z zimna, że wszyscy je kochali. Potem był czarny Żuk, niby jamnik, który chodził tylko ścieżkami, nawet do panny, jak mówił nasz ojciec, nie biegł na skróty przez pole, tylko szedł z godnością, naszą wiejską drogą. Myślę, że miał tam poważne zamiary. Ale co z tego wyszło, tego już się nie dowiedzieliśmy. Aza, była ruda i fałszywa, ale tak już podobno z rudymi jest. Ją kochałyśmy najmniej, bo po niej można się było wszystkiego spodziewać, dlatego najczęściej wisiała na łańcuchu. Rex, to piękny i mądry wilczur, bardzo przez nas i przez naszego ojca kochany, ulubiony towarzysz naszych zabaw. Umiał wchodzić po drabinie na dach szopy Kamińskiego, gdzie potajemnie robiłyśmy sobie nasze domy, pod zwisającymi gałęziami drzew, a on tak potrafił się skulić, żeby nikt go nie zobaczył, jeszcze lepiej niż my. On nigdy nie był na łańcuchu, był za mądry i za szlachetny. Najmilszy nam i najłagodniejszy, był Nero o cudnych oczach i spojrzeniu pełnym miłości. Aż nie do wiary, że nie człowiek może tak patrzeć, przy tym miał takie miękkie, długie klapouchy, którymi pozwalał się bez końca bawić, chociaż też był mądrym psem, bo był przecież polowczykiem. Chyba nie był rudy, bo nie był fałszywy. Myślę, że był raczej jasno brązowy. Była jeszcze miła, biała Perełka i prześliczny Buszi, z bardzo puszystym ogonem i długimi włosami na oczach, które często mu odgarniałyśmy, ale on też, tak jak Żuk, lubił łazić do panny na wieś i wtedy nie było siły, żeby go zatrzymać na zabawy z nami. Co oni w tym łażeniu po wsi widzieli, tego chyba nigdy nie zrozumiem. Były jeszcze czarno - białe kundelki, też miłe i mądre, ale że było ich kilka, trudniej mówić o którymś szczególnie.

Z wszystkimi tymi naszymi psami bawiłyśmy się codziennie, zwyczajnie, tak po prostu, ale ja, najdziwniejszą chwilę przeżyłam, nie z naszym psem, a z wielką, przywiązaną do budy, Mirą, pana Kamińskiego.

Był dzień Wigilijny, a ja nie mogłam doczekać się wieczoru i na jasnym jeszcze niebie wytrwale wypatrywałam pierwszej gwiazdki, której jeszcze nie było i nie było. Nagle zaczęło się szybko sciemniać, ale gwiazdek nie było wciąż widać. Ogarnął mnie jakiś dziwny strach, czy może lęk, przed tą wielką tajemnicą, która miała się wydarzyć. Razem z tą pierwszą, upragnioną gwiazdą, miał się znowu narodzić - Bóg. Bóg, który miał zamieszkać w naszych sercach. W moim też. Nie chciałam przeoczyć tej wielkiej chwili. Chciałam ją przeżyć tu, na dworze, pod ciemnym granatowym niebem, na którym ten cud obwieści mi pierwsza gwiazda. Ale... ja się tak bardzo bałam ciemności... Nagle zobaczyłam, tuż, blisko siebie, dwa żółte światełka... wpatrzone we mnie oczy wielkiej Miry, z którą nigdy się nie bawiłam, bo całe życie była na łańcuchu. Teraz też. To ja zbytnio zbliżyłam się do niej, zamyślona i zapatrzona w niebo bez gwiazd. Wiedziałam, że tej nocy, nawet zwierzęta mówią ludzkim głosem, pochyliłam się więc i zapytałam.

- Poczekasz ze mną na pierwszą gwiazdkę?.

Mira pochyliła głowę, więc objęłam ją za szyję, a ona...poprowadziła mnie do swojej wielkiej psiej budy. Wpełzłyśmy i położyłyśmy się, przytulone do siebie, z głowami przy wyjściu, z oczami zapatrzonymi w niebo... Po chwili wydarzyło się. Zabłysnęła na niebie pierwsza gwiazda, a wraz z nią, zagościło w moim sercu, wielkie, Bożonarodzeniowe, szczęście. Przytuliłam się mocniej do Miry, a ona polizała mnie po buzi. I chociaż mogła dzisiaj mówić, to już nie potrzebowała, bo ja i tak wiedziałam, że ona też jest tak szczęśliwa, jak ja.

.............................................

 

 

Miejsce na Twoją reklamę:
Lekarstwo na nudne szkolenie: uruchomglowe.pl !

Stworzone dzięki Joomla!. Designed by: free joomla templates VPS hosting Valid XHTML and CSS.